poniedziałek, 16 lutego 2015

Zakochany kundel II: Przygody Chapsa - recenzja

Dla kogo: dla wszystkich
Kto zrobił: Disney
Motyw przewodni: poszukiwanie własnej tożsamości, zwierzęta, rodzina
Rok produkcji: 2001
W jednym zdaniu: O przygodach syna tytułowego zakochanego kundla, ciekawie i z morałem


Zazwyczaj nie byłam zachwycona po obejrzeniu kontynuacji najsłynniejszych bajek Disneya, takich jak np. Aladyn, Mulan, Pokahontas. Drugie i trzecie części na ogół wypadają blado w zestawieniu z pierwszymi. Ale trzeba przyznać, że dalsza część przygód tytułowego zakochanego kundla, a właściwie tym razem jego syna Chapsa, stanowi małą perełkę na tle pozostałych animacji takiego typu.

Początkowo mały Chaps mieszka razem ze swoimi trzema siostrami i rodzicami w domu Lady, do którego przygarnięty został Tramp. Nie potrafi jednak docenić komfortowego, rodzinnego życia. Na drodze do jego zadowolenia stoją panujące w domu reguły, które niesforny szczeniak często ignoruje. Po jednym z wybryków Chaps nie daje swoim właścicielom wyboru i zostaje ukarany przeniesieniem z wygodnego mieszkania do stojącej na zewnątrz budy. Wówczas pragnienie luzu i źle zrozumianej wolności na tyle dominują w jego uczuciach, że decyduje się na ucieczkę i życie jako bezpański pies. Na ulicy musi zmierzyć się z wieloma problemami, o których istnieniu dotychczas nie miał pojęcia.


W przeciwieństwie do kontynuacji większości opowieści zawartych w bajkach Disneya, podczas oglądania nie miałam wrażenia, że prawie nic się nie dzieje i animacja została wyprodukowana trochę na siłę. Wręcz przeciwnie – akcja, mimo przewidywalności, potrafiła mnie zaciekawić.

Jeśli chodzi o walory edukacyjne, bajka nie stanowi niczego wyjątkowego. Porusza standardowe problemy, takie jak buntowanie się przeciwko otaczającemu światu i relacje pomiędzy ojcem a dorastającym synem, w których oboje nie wystrzegają się błędów. Odkrywając, jakim prawom naprawdę podlega życie na ulicy, Chaps powoli uczy się doceniać opuszczony dom. Nie bez znaczenia są także jego relacje z zaprzyjaźnioną Angel.


Raczej nie potrafiłabym wymienić żadnej znaczącej wady Zakochanego Kundla 2. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to może niezbyt pozytywny przykład dla widzów jeśli chodzi o sposób wyprowadzania swoich psów, którym właściciele dają chyba zbyt wiele swobody podczas spacerów.

Podsumowując, mój odbiór filmu jest pozytywny, chociaż nie uznałabym go za wybitne dzieło sztuki. W skali szkolnej oceniam go na 4 z bardzo małym minusem.

- tlenka

Ocena końcowa: 4-/6

Plusy:
- ciekawa akcja
- jedna z lepszych drugich części znanych bajek

Minusy:
- nic oryginalnego

Podobne animacje:
Zakochany kundel
101 Dalmatyńczyków 2
Balto II




wtorek, 10 lutego 2015

Sarila (The Legend of Sarila) - recenzja

Dla kogo: dla wszystkich
Kto zrobił: Phase 4 films
Motyw przewodni: przyjaźń, podróż, odkrywanie swoich talentów
Rok produkcji: 2013
W jednym zdaniu:  Przeciętna historia, którą mimo niedociągnięć ogląda się całkiem nieźle


Sarila to produkcja mało znanego, kanadyjskiego studia. Choć widać tu liczne niedociągnięcia, bajka wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Nie jest piękna od strony wizualnej lub oryginalna, jednak nadrabia klimatem i mądrą historią.

Akcja rozgrywa się w maleńkiej wiosce na Grenlandii. Markussi, Apik i Putulik są trójką przyjaciół, których poznajemy gdy bezskutecznie próbują coś upolować. Z powodu nieprzemyślanego postępowania szamana bogini Sedna sprawia, że z okolic znikają dzikie zwierzęta, co sprowadza głód na mieszkańców. Wkrótce trójka bohaterów zostaje wysłana do legendarnej, słynącej z urodzajności krainy Sarili by ratować wioskę. Nie zdradzając szczegółów fabuły dodam tylko, że sporo zamieszania wprowadza szaman, który widząc jak wieloma nadprzyrodzonymi zdolnościami obdarzony jest Markussi obawia się o swoją pozycję i stara się uprzykrzyć mu życie.


Zacznę od pozytywnych aspektów Sarili. Chociaż historia nie należy do oryginalnych, film bardzo przyjemnie mi się oglądało. Nie potrafię do końca wyjaśnić dlaczego – być może to zasługa braku kwaśnych żartów i dziwnych podtekstów, które nierzadko psują atmosferę współczesnych animacji. To sprawia, że bez obaw można posadzić przed ekranem dzieci, chociaż te najwrażliwsze mogą odrobinę wystraszyć się niektórych scen. Fabuła jest wprawdzie przewidywalna, a czarny charakter typowy, ale mimo wszystko akcja zaciekawia. Świadczy o tym choćby fakt, że początkowo planowałam obejrzeć po połowie bajki w dwa dni, a kiedy już zasiadłam przed ekranem nie spostrzegłam się nim historia zmierzała ku końcowi. Na plus działa także oparty na kulturze Inuitów, zimowy klimat.

Bardzo podobało mi się ukazanie, w jaki sposób bohaterowie radzą sobie ze swoimi problemami. Między innymi pojawia się delikatny trójkąt miłosny, a cała sprawa rozwiązuje się na drodze wzajemnego porozumienia i szacunku, a nie ostrej rywalizacji. Ciężko mi wskazać bajkę w której twórcy uporaliby się w równie dojrzały i mądry sposób z tego typu sytuacją. Także kiedy jeden z bohaterów, kontrolowany przez złego szamana nagle obraca się przeciwko dwom pozostałym, ci nie odwracają się do niego plecami, ale szybko orientują się że nie ma w tym jego winy. Duża w tym wszystkim zasługa silnej przyjaźni łączącej Putulika, Apik i Markussiego.


Zdecydowanie największą wadą bajki jest strona wizualna, która łagodnie rzecz ujmując nie powala na kolana. Animacja, a zwłaszcza mimika twarzy wygląda dość biednie. W tle nie znajdziemy szczegółowych widoków w stylu produkcji studia Ghibli. Różnice pomiędzy Sarilą a bajkami z czołówek rankingów są w tym względzie wyraźne. Wprawdzie mi to zbytnio nie przeszkadzało, ale widzowie, którzy wysoko cenią sobie ładną kreskę poczują się zawiedzeni.

Kiedy szukałam informacji o filmie natrafiłam na wiele negatywnych opinii. „Dzieci to zapewne kupią - to bardzo wdzięczna i niewymagająca publiczność - ale towarzyszący im dorośli nie będą chyba tych 90 minut wspominali najlepiej”. „Razi tu nie tylko brak troski o takie detale, jak animacja włosów bohaterów.” Jednak moim zdaniem są one znacznie przesadzone. Tak nudna fabuła z pewnością nie była. Dodatkowo biorąc pod uwagę całkowity budżet produkcji (8.5 mln $ wobec np. 150 mln w przypadku Krainy Lodu!), trudno nie przymknąć oka na wizualne niedociągnięcia. Chociaż bajce daleko od ideału, z pewnością nie zasługuje na aż tak negatywne recenzje.


Podsumowując, Sarila z pewnością nie należy do najlepszych animacji, jednak uważam za mądrą, dość standardową bajkę osadzoną w arktycznym klimacie, na ogół zbyt surowo traktowaną przez krytyków. Wizualnie daleko jej do piękna, ale mimo wszystko polecam spróbować ją obejrzeć i oceniam na 4 z małym minusem.

- tlenka

Ocena końcowa: 4-/6

Plusy:
- bajkę dobrze się ogląda
- brak dziwnych podtekstów lub kwaśnych żartów
- dojrzałe, mądre rozwiązania niektórych wątków

Minusy:
- standardowa fabuła
- oprawa wizualna...
- i jeszcze raz oprawa wizualna

Podobne animacje:
- Epoka lodowcowa
- Khumba
- Balto II